Znów nie będzie bolesławianina w parlamencie?

Bernard Łętowski
21 października dowiemy się, czy stutysięczny powiat jest w stanie wybrać swojego przedstawiciela do parlamentu.  Fot. Bernard Łętowski
21 października dowiemy się, czy stutysięczny powiat jest w stanie wybrać swojego przedstawiciela do parlamentu. Fot. Bernard Łętowski
Udostępnij:
Od czasu upadku komunizmu ziemia bolesławiecka miała tylko raz posła. Jan Kisiliczyk zebrał 60 tysięcy głosów. Z tamtych lat została mu tabliczka z napisem „Sejm PRL”. Pan Jan został posłem jako 33-latek.

Od czasu upadku komunizmu ziemia bolesławiecka miała tylko raz posła. Jan Kisiliczyk zebrał 60 tysięcy głosów. Z tamtych lat została mu tabliczka z napisem „Sejm PRL”.
Pan Jan został posłem jako 33-latek. Był rok 1989 i powstał tak zwany Sejm kontraktowy, w którym 65 procent miejsc należało do komunistów, a reszta do reprezentantów Komitetu Obywatelskiego Solidarność. Złośliwi mawiali, że wtedy do zostania posłem wystarczyło zdjęcie z Wałęsą.

Bolesławianin zebrał wówczas około 60 tysięcy głosów. Nie stać go było na reklamę wyborczą. Spotykał się jedynie z ludźmi i dyskutował.
Jan Kisiliczyk też miał legendarne zdjęcie z Wałęsą. Tyle że wówczas postać elektryka była nie tyle wyborczą reklamą, co sposobem na odróżnienie naszych od przeciwników. Wałęsa na zdjęciu to był jasny sygnał dla wyborców.

Pracowity Sejm
Choć w kontraktowym Sejmie zasiadało wielu ludzi z poprzedniego systemu, były poseł wspomina parlamentarzystów bardzo dobrze.
– To był bardzo pracowity i uczciwy Sejm – wspomina. Nikt wtedy nie myślał o apanażach i pieniądzach. Był to też pierwszy parlament, który podjął decyzję o samorozwiązaniu.

Zadecydowała moneta
W wyborach w 1991 roku Jan Kisiliczyk dostał pierwsze miejsce na liście w okręgu, który obejmował taki sam obszar jak dziś. Interesujące jest to, że wyboru spośród dwóch kandydatów na pierwsze miejsce na liście dokonano, rzucając monetą. Na bolesławieckiego kandydata Unii Demokratycznej zagłosowało wtedy około trzydziestu tysięcy ludzi. Dwa lata temu, podczas wyborów do Sejmu, który niedawno się rozwiązał, najlepszy wynik wśród kandydatów ziemi bolesławieckiej uzyskał Cezary Przybylski z PO – zebrał ponad cztery tysiące głosów. Jan Cołokidzi miał połowę tego poparcia, a najsłabszy kandydat zdobył poparcie 48 osób. W sumie na powiatowych kandydatów zagłosowały w okręgu 11 522 osoby.

Zostały wspomnienia
W 1993 roku Lech Wałęsa rozwiązał Sejm. Do następnego parlamentu Jan Kisiliczyk się nie dostał. Zmieniły się zasady ustalania wyborczych list, a jego partia straciła sympatię społeczeństwa. Były poseł zrezygnował po pewnym czasie z działalności politycznej. Najlepsze, co mu zostało z początków nowej Polski, to wspomnienia z pracy przy tworzeniu prawa raczkującej demokracji. Z dawnymi kolegami z ław sejmowych nie utrzymuje kontaktów, choć był na ty z Rokitą, który siedział przed nim i Michnikiem. Były poseł dziś pracuje w Urzędzie Miasta w Bolesławcu. Nie chce rozmawiać o swojej parlamentarnej przygodzie. Nie w trakcie kampanii wyborczej. •

Nikt nie wygrywa
Bolesławiec w każdych wyborach ma nadzieję na swojego posła i na nadziejach się kończy, bo chętnych jest zbyt wielu i poparcie rozkłada się do tego stopnia, że nikt nie zdobywa wystarczającej liczby głosów. W tym roku już mówi się o co najmniej o czterech kandydatach czyli ziemię bolesławiecką może czekać powtórka z historii. Walka wyborcza, w której wszyscy przegrywają.

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie