Zatopiona miedź czeka na górników

Agata Grzelińska, Piotr Kanikowski
– Stare zagłębie wciąż żyje nostalgią za kopalniami KGHM – mówi Andrzej Kowalski, prezes Złotoryjskiego Towarzystwa Tradycji Górniczych. zdjêcia PIOTR KRZYŻANOWSKI
– Stare zagłębie wciąż żyje nostalgią za kopalniami KGHM – mówi Andrzej Kowalski, prezes Złotoryjskiego Towarzystwa Tradycji Górniczych. zdjêcia PIOTR KRZYŻANOWSKI
Odbudowa starego zagłębia będzie kosztować miliardy złotych, ale jest realna Na zlecenie zarządu KGHM eksperci analizują możliwość wznowienia wydobycia rudy w rejonie między Złotoryją a Bolesławcem.

Odbudowa starego zagłębia będzie kosztować miliardy złotych, ale jest realna
Na zlecenie zarządu KGHM eksperci analizują możliwość wznowienia wydobycia rudy w rejonie między Złotoryją a Bolesławcem. Prędzej czy później znów ruszą tu kopalnie

Gdy KGHM zamykał kopalnię Konrad w Iwinach – ostatnią w tzw. starym zagłębiu – ceny miedzi spadały poniżej 2 tys. dolarów za tonę. Dziś sięgają 8 tysięcy. Choć ruda z podbolesławieckiego złoża jest znacznie uboższa w metal niż ta z Polkowic czy Głogowa Głębokiego, lubińska spółka zastanawia się nad wznowieniem wydobycia. Żadne konkretne decyzje jeszcze nie zapadły, ale można się ich spodziewać w ciągu kilku najbliższych miesięcy.
– Przygotowywana jest koncepcja techniczno-finansowa, która powinna odpowiedzieć na pytanie, czy sięgnięcie do tych złóż jest realne technologicznie i technicznie – objaśnia wiceprezes Stanisław Kot. – Przede wszystkim jednak opracowywane przez KGHM Cuprum studium ma wskazać, dla jakich warunków makroekonomicznych (czyli dla jakich cen miedzi i dla jakiego kursu dolara) możliwa jest eksploatacja tych złóż.
Kwestia opłacalności wydobycia miedzi jest w przypadku starego zagłębia kluczowa, bo mowa o zupełnie innym rodzaju złóż niż te, które Polska Miedź eksploatuje obecnie na Monoklinie Przedsudeckiej.
– Musimy brać pod uwagę charakterystyczną cechę tego złoża, które jest przede wszystkim znacznie uboższe i bardzo mocno uskokowane, jak to mówią górnicy – wyjaśnia prezes Kot. – Wymaga innej, znacznie droższej technologii, niż stosowana nowym zagłębiu.

Kopalnia pod wodą
Czy chodzi o wznowienie działalności w starych kopalniach? Przede wszystkim w zalanym na początku lat dziewięćdziesiątych Zakładach Górniczych Konrad, gdzie jest już gotowy szyb, tylko trzeba by z niego wypompować wodę?
– Teoretycznie wszystko jest możliwe – odpowiada Stanisław Kot. – Bierzemy pod uwagę różne rozwiązania. Dziś jeszcze trudno powiedzieć, czy przeważy wariant budowania nowych szybów czy odwadniania tego, co zostało zalane. O ostatecznym wyborze zadecyduje ekonomia. Trzeba dodać, że mówimy nie tylko o starych wyrobiskach, które były kiedyś już eksploatowane. Po sąsiedzku są też złoża, z których dotąd nie wydobywano rudy miedzi. Przygotowywana analiza techniczno-finansowa dotyczy także tych nieeksploatowanych wcześniej złóż.
Koncepcja ma być gotowa jeszcze w tym roku. Kiedy zapadną decyzje, na razie nie wiadomo. Wiadomo natomiast, z jakimi nakładami finansowymi spółka musi się liczyć, planując takie przedsięwzięcie.
– To kwoty idące w miliardy złotych, porównywalne do kosztów tworzenia Głogowa Głębokiego – mówi Stanisław Kot.

Goelodzy są za
Zdaniem dra Andrzeja Rydzewskiego, pracownika Państwowego Instytutu Geologicznego i współpracownika Jana Wyżykowskiego warto wykorzystać czas prosperity i wysokich cen miedzi, by eksploatować złoże uboższe w rudę, ale trzeba się też liczyć z dużymi trudnościami.
– Na polu Wartowice jest bardzo duża ilość rudy, ale żeby po nią sięgnąć potrzeba ogromnych pieniędzy, bo złoża zalegają nisko, na głębokości tysiąca metrów – mówi geolog. – Jeśli chodzi o kopalnię Konrad, to najważniejsze jest pytanie, czy wznowienie działalności byłoby opłacalne. Naruszony i zatopiony górotwór bardzo trudno osuszyć, ale to oczywiście jest możliwe.
Powrót do starego zagłębia oznaczałby również pracę dla hutników z Legnicy. Najprawdopodobniej to tutaj, a nie do odległego Głogowa, trafiałby urobek spod Bolesławca.

Dobre lub złe Nowiny
Leszek Hajdacki, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego i członek rady nadzorczej Polskiej Miedzi uważa sprawę wznowienia wydobycia w starym zagłębiu za bardzo ważną.
– Nie wiem, czy możliwy jest powrót w tamte tereny – mówi. – Kopalnia jest zalana, a koszty wypompowania wody są bardzo duże. O wszystkim jednak decyduje ekonomia. Jeśli okazałoby się to mimo wszystko opłacalne, to warto zainwestować. Bo skoro brakuje nam kocentratu i trzeba go dokupować, to może warto jednak wydobywać ze swoich złóż.
Andrzej Banaszak, dyrektor Departamentu Gospodarki Zasobami i Ochrony Powierzchni w KGHM wymienia jeszcze dwa obszary, na których Polska Miedź bada złoża: obszar Nowin koło Żar i okolice Gaworzyc i Radwanic w nowym zagłębiu.

Wentylator szumiał
Wieża szybowa po Konradzie została, ale halę flotacji złomiarze migiem pocięli acytelenowymi palnikami na żyletki, choć pilnowali jej ochroniarze. Taki sam los może czekać resztę kopalnianej infrastruktury. Nie ma już linii kolejowej, którą wożono urobek do hut. W Bolesławcu nie ma szkoły, która przygotowywała młodych do pracy na dole. Mimo to w okolicy Iwin dawni górnicy z nadzieją oczekują na decyzję KGHM, ale wiedzą, że im później zapadnie, tym trudniejsze będzie ewentualne wznowienie produkcji.
– Na naszych plenerowych barbórkach widzę najlepiej, jak stare zagłębie żyje nostalgią
i miłością do górnictwa – mówi Andrzej Kowalski, prezes Złotoryjskiego Towarzystwa Tradycji Górniczych. Od lat dopomina się u kolejnych władz KGHM, by firma nie zapominała, że w Wilkowie, Nowym Kościele, Zagrodnie, Czaplach, Grodźcu żyją tysiące jej dawnych pracowników.
Ryszardowi Sikorze z Olszanicy, który pracował pod ziemią w ZG Konrad, a dziś jest emerytem, marzą się dawne czasy. Jak zauważa, wznowienie wydobycia wyrwałoby cały region z marazmu i bezrobocia. Brak kopalni jest dojmujący.
– Wielu zostawiło tu kawał swego życia – mówi. – Tu był szyb, tu się żyło, pracowało. Wentylator tłoczący powietrze pod ziemię szumiał w lesie i cały czas się go słyszało. A teraz taka cisza, jakby wszystko umarło.
Ryszard Sikora rozumie jednak, że władze lubińskiej spółki muszą kierować się ekonomią – nie sentymentami.

Zalanie było błędem
Zdaniem Jana Paździory, wieloletniego dyrektora ekonomicznego ZG Konrad, zalanie kopalni w Iwinach było błędem. Gdyby nie ono, prościej byłoby wznowić wydobycie. Z punktu widzenia obecnych cen miedzi, 30 mln zł oszczędności, jakie spółka zrobiła, zaprzestając pompowania wody z zalewanych wyrobisk, wydają się śmieszne. Ci sami ludzie, którzy kiedyś przekonywali dyrektora do zamknięcia kopalni, dziś agitują za wskrzeszeniem starego zagłębia.
– Jestem przekonany, że kiedyś KGHM tu wróci – mówi Jan Paździora. – Przy ograniczonych zasobach rudy w nowym zagłębiu, prędzej czy później trzeba będzie wznowić eksploatację tego złoża, niezależnie od kłopotów jakie może nastręczać. Należy je traktować jako perspektywiczne

Zaniedbane inwestycje
Leszek Hajdacki przypomina, że dwaj prezesi, którzy byli w zarządzie, który zamykał kopalnie w rejonie Bolesławca – Ireneusz Reszczyński i Marek Fusiński – dziś zastanawiają się, czy wznowić wydobycie na tamtych terenach.
– Kopalnia Konrad została zamknięta, bo zlekceważono sprawę i w porę nie zadbano o potrzebne inwestycje – przypomina Hajdacki. – Nie zbudowano drugiego szybu, który by odprowadzał wodę i doprowadzał powietrze, a później, gdy był niezbędny, nastały niskie ceny na miedź i na inwestycje nie było już czasu i pieniędzy. Kopalnię trzeba było zamknąć. •

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie