Wieczny wędrowiec

Alina Gierak
fot. marcin oliva soto
fot. marcin oliva soto
60-letni Andrzej Makowski wybiera się na piechotę do Indii Do tej podróży dojrzewał przez całe życie. Wierzy, że była mu sądzona. Przemierzy ponad 14 tysięcy kilometrów.

60-letni Andrzej Makowski wybiera się na piechotę do Indii
Do tej podróży dojrzewał przez całe życie. Wierzy, że była mu sądzona. Przemierzy ponad 14 tysięcy kilometrów. Zajmie mu to blisko dwa lata

Gdy pan Andrzej opowiada o wyprawie, musi zacząć od zmian, które zaszły w jego życiu. Prowadził je jak każdy. Rodzina, dom, praca. I nagle, gdy wydawało się, że osiągnął wszystko, został sam.
– To była dobra chwila, by zastanowić się nad tym, co chce się dalej robić – opowiada. Wiedział, że tak, jak do tej pory, już nie będzie. Że nie może być. Tego, że związał się wtedy z ludźmi z podjeleniogórskiego Gruszkowa z obozu miłośników Sathya Sai Baby, nie nazwałby przypadkiem. Choć tak na pozór to wyglądało. – Zrozumiałem w Gruszkowie, że dobra materialne nie muszą stać na pierwszym miejscu – opowiada.

Zakochany w Indiach
Jego przeszłość związana z pracą w policji, pobytem w Niemczech, prowadzeniem własnego przedsiębiorstwa odeszła daleko. Z Gruszkowa zaczął wyjeżdżać do Indii, aby spotykać się ze swoim mistrzem.
Nie znał (i nie zna) angielskiego ani hindi, a jechał bez obaw. Od razu poczuł się w tym kraju, jak u siebie. Wiedział, że tu jest jego miejsce.
– Nie ma stanów pośrednich. Albo człowiek zakochuje się w Indiach bezgranicznie, albo natychmiast chce wracać – wyjaśnia. Nie każdy zniesie szczury, małpy i inne zwierzęta na ulicach. Intensywne zapachy i panujący brud.
– Ja tego nie widzę. Inni widzą tylko to.

Święte miejsca
Jego Indie to pobyty w asramach, miejscach, gdzie tysiące ludzi z całego świata czekają na spotkanie z mistrzem. Był w Puttaparthy u Sai Baby. Potem u Ammy, awatarki o wielkim sercu. Był sewakiem, czyli wolontariuszem, pracującym podczas jej spotkań z wyznawcami. Przychodzi na nie dziesiątki tysięcy Hindusów, by chociaż na chwile przytulić się do niej.
Hinduska wysłuchuje ich, obdarza ciepłym słowem.
– Energia, którą daje, jest niesamowita. Masz po spotkaniu z nią poczucie szczęścia i spokoju – opowiada.
Także podczas tej podróży odwiedzi święte miejsca. Ale najpierw musi na piechotę tam dotrzeć.
Wyruszy w październiku. Z domu pod Lwówkiem Śląskim, przez Polkowice, gdzie ma mieszkanie, do Ustrzyk Dolnych. Stamtąd na Ukrainę. Z Odessy popłynie do Turcji. Potem Irak, Pakistan i do Indii. Chce je przejść wzdłuż i wszerz. To 7 tys. kilometrów. Drugie tyle zrobi, by dotrzeć do tego kraju. – Nie jestem samobójcą, by iść przez Afganistan. Tylko tam mogłoby spotkać mnie coś złego. W innych krajach czuję się bezpiecznie – mówi.
Zamierza odwiedzić nie tylko święte miejsca, ale też być na plażach w prowincji Goa – najsłynniejszym rejonie turystycznym Indii.

Jak pielgrzym
Ubrany w białe spodnie i koszule pan Andrzej wygląda jak Hindus. Wierzy, że podczas pielgrzymki nie stanie mu się nic złego. Nocować będzie u przyjaciół. Podróżować na piechotę, pociągiem, może samochodem, jeśli ktoś go podwiezie.
Kostur w ręce, wygodne sandały, plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami. I w drogę. •

Jan Błachowicz, konferencja mistrza UFC

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie