Ścigany złapany - Wicedyrektor szpitala w Bolesławcu okazał się oszustem

Bernard Łętowski
fot. Bernard Łętowski
fot. Bernard Łętowski
Udostępnij:
Piotr D. był zwykłym lekarzem. Ale twierdził, że ma dwie specjalizacje i wizję restrukturyzacji powiatowej placówki. Był tak przekonujący, że nabrał i dyrektorkę szpitala, i starostę bolesławieckiego.

Piotr D. był zwykłym lekarzem. Ale twierdził, że ma dwie specjalizacje i wizję restrukturyzacji powiatowej placówki. Był tak przekonujący, że nabrał i dyrektorkę szpitala, i starostę bolesławieckiego. Powierzyli mu stanowisko zastępcy dyrektora szpitala. Brał dużą pensję, zwalniał ludzi i walczył z lekarskim lobby. Okazało się, że jest poszukiwany przez policję i prokuraturę. Zniknął, kiedy grunt zaczął mu się palić pod nogami. Policja złapała go 250 km od Bolesławca.

To historia jak z filmu. Pewien nikomu bliżej nieznany lekarz został przyjęty do pracy w izbie przyjęć. Opowiadał dyrektorce szpitala, jaką ma wizję restrukturyzacji placówki. Był tak przekonujący, że trafił do gabinetu starosty. Szefa powiatu też przekonał do swoich pomysłów. I tak został wicedyrektorem szpitala. Nowy zastępca zaczął urzędowanie od walki z lekarskim lobby i na dzień dobry powymieniał ordynatorów. Pracował bardzo dużo. Według dokumentów po 19 godzin na dobę, łącząc obowiązki szefa z dyżurami lekarskimi. Dzięki temu zarabiał ponad 20 tys. zł miesięcznie.
Lobby lekarskie ruszyło do kontrataku. Walczyło z nim głównie internetowymi anonimami o braku wykształcenia. Kiedy w donosy zaczęła wierzyć dyrektorka szpitala Urszula Fuchs, Piotr D. zniknął jak kamfora. Równocześnie w Bolesławcu pojawił się za nim list gończy prokuratury z Czarnkowa. Policja poszła do mieszkania lekarza, ale po D. nie było już ani śladu.

Wątpliwe papiery
Choć D. został wicedyrektorem 1 marca, szefowa szpitala zaczęła mieć wątpliwości co do jego wykształcenia dopiero tydzień temu. Kiedy zatrudniała Piotra D., pokazał jej tylko kopie dokumentów potwierdzających jego kwalifikacje.
– Moje wątpliwości wzięły się z informacji ze Śląskiej Izby Lekarskiej o postępowaniu toczącym się przeciwko Piotrowi D. Ponadto pojawiło się podejrzenie, że przeciwko lekarzowi toczy się także postępowanie karne – tłumaczy Urszula Fuchs. – Odsunęłam go tydzień temu od pełnienia obowiązków. Został obowiązany do dostarczenia aktualnych dokumentów potwierdzających jego wykształcenie.

Szok w szpitalu
Pracownicy szpitala są zszokowani nie tylko bezczelnością oszusta, ale i naiwnością własnej dyrekcji.
– Facet musiał mieć straszny bajer, żeby tak namieszać w głowie dyrektorce i staroście – mówi jeden z pracowników SP ZOZ. – To niewiarygodne, że zatrudniono go bez dokładnego sprawdzenia kwalifikacji i pozwolono mu zrobić tyle zamieszania w szpitalu. Przecież wszyscy żyli tutaj z lękami i nadziejami związanymi z planami zmian kadrowych. Wydawało się, że dyrekcja dała temu człowiekowi wolną rękę.
Wkrótce po pojawieniu się Piotra D. ordynator chirurgii, doktor Jan Ośko, sam zrezygnował z funkcji, bo miał dość plotek mówiących o tym, że straci posadę. Inni ordynatorzy też poczuli się zagrożeni. Pod dyrekcją D. straciła swoją funkcję Grażyna Bomba wzorowo kierująca przez kilkanaście lat pogotowiem.

Ściemniał do końca
W czwartek w sądzie w Czarnkowie w woj. śląskim zapadła decyzja o tak zwanym areszcie poszukiwawczym (czternastodniowym) dla Piotra D. z powodu wprowadzenia w błąd dyrekcji tamtejszego szpitala. Tego samego dnia w rozmowie z nami wicedyrektor wyjaśniał, że musi pozałatwiać swoje sprawy formalne, czyli udokumentować specjalizację. Braki w dokumentach tłumaczył bałaganem w Naczelnej Izbie Lekarskiej.
– Mam pełne kwalifikacje lekarskie, specjalizację otolaryngologii i medycyny ratunkowej – twierdził w rozmowie z nami lekarz. – Udokumentuję to dyrekcji szpitala i muszę odprowadzić do aktualizacji w systemie komputerowym Naczelnej Izby Lekarskiej. Nie poszukuje mnie żadna prokuratura. Wkrótce wrócę do pracy – zapewniał.

Do aresztu
15 czerwca do Bolesławca trafił za nim list gończy z czarnkowskiej prokuratury. Policja mogła zacząć działać. Ale lekarza w mieście już nie było.
Sprawdzono go w policyjnej bazie danych. Informacje o zarzutach, podejrzeniach i poszukiwaniach Piotra D. zajmują sześć stron.
– Gdy tylko w szpitalu pojawiły się podejrzenia, mogliśmy sprawdzić tego człowieka, ale nikomu nie przyszło do głowy zwrócić się do nas – żałuje Leszek Dłużyk, zastępca komendanta bolesławieckiej policji. – Warto pamiętać o tym, że lekarze od początku mieli podejrzenia co do kwalifikacji tego człowieka.
Praca policji dała jednak efekty. Piotra D. schwytano 16 czerwca wieczorem w Pajęcznie. Na razie na 14 dni trafił do aresztu. •

Za co go szukają?
Piotr D. i jest poszukiwany od października 2005 roku przez kilkanaście komend policji i prokuratur z całej Polski. Najwięcej wątków jego działalności pojawia się na Śląsku. Jest podejrzany o wyłudzenie kredytu, oszustwa, kradzież, fałszerstwa, ale również o złamanie ustawy o zawodzie lekarza. Zwykle, tak jak w Bolesławcu, podawał się za lekarza lepiej wykwalifikowanego niż był w rzeczywistości.

Jak to było możliwe?
Rozmowa z Urszulą Fuchs, dyrektorką szpitala powiatowego w Bolesławcu

• Jak to możliwe, że referent w urzędzie czy szkole musi dostarczyć zaświadczenie o niekaralności, a wicedyrektora szpitala zatrudnia się bez takiego dokumentu i bez oryginałów dokumentów potwierdzających kwalifikacje?
– W dobie kserokopii dostarcza się potwierdzone papiery, a weryfikuje je dział kadr. Dokumenty nie budziły wątpliwości. Kadrowa sprawdzała również poprzednie miejsce pracy u kadrowej ze szpitala w Zgorzelcu. Tam twierdzono, że sprawdzano wykształcenie pana D.

• Co skłoniło Panią, aby zaufać temu człowiekowi?
– Jego zdecydowanie i pewność siebie, a także programy pracy, które faktycznie były związane z poprawą wizerunku i dostępu do świadczeń dla pacjentów. Miał dar przekonywania i dobrą wizję rozwoju szpitala. Przekonał nie tylko mnie, ale i starostę, zarząd i radę powiatu. Wszyscy daliśmy się nabrać. Ma chyba talent aktorski.

• Wskutek działań Piotra D. zmieniono ordynatora chirurgii, powołano ordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i odwołano Grażynę Bombę z funkcji kierownika pogotowia. Cofnie Pani te decyzje?
– Nie cofnę tych decyzji, wszystkie zaakceptowałam.

• Wierzy Pani, że odzyska pieniądze, które wypłaciła swojemu zastępcy?
– Będziemy próbować. Na szczęście wstrzymałam mu ostatnią wypłatę. Prawnicy przygotowują pozew.

W Czarnkowie byli mądrzejsi
* Radosław Gorczyński
p. o. prokuratura rejonowego w Trzciance
– W Czarnkowie zgłosił się do pracy w szpitalnym oddziale ratunkowym. Zamiast oryginalnych dokumentów dostarczył kopie potwierdzone za zgodność z oryginałem. Mówiły one o jego specjalizacji II stopnia z otolaryngologii i I stopnia z ratownictwa medycznego. Jednak, zanim szpital wypłacił mu pierwszą pensję w wysokości 3600 złotych, sprawdzono dokumenty. Wynikły niejasności. Szpital złożył zawiadomienie do prokuratury. Kiedy sprawdzono, że nie ma specjalizacji, ale jest wpisany na listę lekarzy, bo ukończył studia medyczne, zniknął jak kamfora. Jednak usiłował wyłudzić 3600 zł przez wprowadzenie w błąd dyrekcji szpitala. Z informacji prokuratury wynikało, że wyjechał do Anglii.

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie