Niepotrzebne wezwania

Bernard Łętowski
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Niepotrzebne wezwania karetek mogą kogoś kosztować życie - Zdarza się kierowcy puścić wiązankę jak jedziemy kilkanaście kilometrów i okazuje się, że to fałszywe wezwanie - mówi ratownik medyczny Karolina ...

Niepotrzebne wezwania karetek mogą kogoś kosztować życie

- Zdarza się kierowcy puścić wiązankę jak jedziemy kilkanaście kilometrów i okazuje się, że to fałszywe wezwanie - mówi ratownik medyczny Karolina Wawrzynowska. Przez 10 miesięcy bolesławieckie pogotowie wyjeżdżało niepotrzebnie aż 70 razy.

W sobotę przed północą wezwano karetkę w okolice dyskoteki Imperium. Podobno ktoś zasłabł. Na miejscu nie było nikogo. Tydzień temu wezwano pogotowie do Nowogrodźca do kobiety w ciąży. Krwawiła i bolał ją brzuch. Gdy ekipa dotarła na miejsce okazało się, że kobiecie nic nie jest, a pogotowie wezwał z budki telefonicznej jej wyrzucony z domu partner.
- Jest to stresujące, bo my naprawdę szykujemy się do akcji ratunkowej, po drodze przygotowujemy i rozkładamy sprzęt - mówi Karolina Wawrzynowska.
- To bezsensowne narażanie całej załogi karetki, wiadomo, że na sygnale jeździ się szybciej, a kierowcy nie są bardzo skłonni do ustępowania, kilka razy widziałam naprawdę ostre hamowania, kiedy załoga spadała z siedzeń - mówi kierownik pogotowia, Grażyna Bomba.
Problem polega na tym, że do poważnych wezwań, a do takich zwykle zaliczają się historie wymyślone przez żartownisiów, wysyła się zazwyczaj poszerzony, czteroosobowy zespół specjalistyczny. To najlepiej wyposażone auto z anestezjologiem w ekipie.
- Kiedy ta karetka jedzie niepotrzebnie do Wykrot, nie ma jej na miejscu przez 40 - 60 minut. W tym czasie może być potrzebna tutaj - mówi Grażyna Bomba.
Dzwoniący na pogotowie i zgłaszający nieprawdziwe zdarzenia są perfidni. Często wymyślają, że poszkodowany leży gdzieś na drodze poza miastem i się nie rusza. Ekipa wyjeżdża szukać ofiary jakiegoś potrącenia czy zasłabnięcia. Szukać, bo miejsce nie jest zazwyczaj dokładnie podane. Szukanie zajmuje czas, trzeba jeździć albo chodzić wzdłuż drogi i rozglądać się za ofiarą, która nie istnieje.
Kiedyś większość fałszywych alarmów było sprawką dzieci. Pomogła akcja informacyjna przeprowadzana w szkołach i przyprowadzanie dzieci do pogotowia. Zobaczyły na czym ta praca polega i zobaczyły, że pogotowie może identyfikować numery, z których się dzwoni. Pomogło, ale teraz rozdzwonili się dorośli.
- Mamy identyfikację numerów, ale co z tego, oddzwoniłam kiedyś do takiego jednego, który zrobił sobie żart i próbowałam mu uświadomnić, że pewnego dnia to on może potrzebować naszej pomocy, gdy w tym czasie karetka będzie jechała daleko z winy innego równie dowcipnego człowieka. Niektórzy uważają że to dobra zabawia, żart, sposób na nudę, a to jest nieodpowiadzialność - mówi pani Bomba. - Nie wiem jak nazwać takich ludzi, ale żeby nie używać zbyt ciężkich słów powiem, że to bezmyślni głupcy.
Pani Grażyna próbowała ustalać sprawców na podstawie numerów telefonów ale nie jest to łatwe. Wzywający karetkę zwykle mają świadomość, że pogotowie “widzi” numer ale nic sobie z tego nie robią. - Takie sprawy nie są łatwe, ciągną się długo i zwykle sprawcy nie ponoszą konsekwencji - mówi kierownik.
W tym roku koszty fałszywych wezwań i niepotrzebnych wyjazdów wyniosły już około 10 tysięcy złotych.

Znamy przyszłość Roberta Kubicy. WYWIAD

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie