Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Mkną ulicami

Anna Gryń
- Teraz zarobek kontrolera biletów uzależniony jest od liczby gapowiczów - mówi Andrzej Jagiera.FOT. ANNA GRYŃ
- Teraz zarobek kontrolera biletów uzależniony jest od liczby gapowiczów - mówi Andrzej Jagiera.FOT. ANNA GRYŃ
BOLESŁAWIEC. - No, niech się tylko dowiem, że kierowca spóźnił się z przyjazdem, albo nie zatrzymał na przystanku - grozi Andrzej Jagiera, prezes Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego.

BOLESŁAWIEC.

- No, niech się tylko dowiem, że kierowca spóźnił się z przyjazdem, albo nie zatrzymał na przystanku - grozi Andrzej Jagiera, prezes Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. - Od razu sprawdzamy pokładowe komputery. Tam wszystko jest zapisane.

Miejska komunikacja nie ma konkurencji, bo trudno mówić o rywalizacji z taksówkarzami. W tym przypadku, cena jest barierą nie do pobicia. Próżno na postojach szukać emerytów, a jak twierdzi Andrzej Jagiera prezes MZK: z danych wynika, że najbardziej mobilną grupą społeczną są osoby po 70. roku życia. To oni najczęściej korzystają z naszych usług. Po rocznym podliczeniu sprzedanych biletów najlepiej widać, że "czerwone" autobusy są bardzo potrzebne. - Szacuję, że MZK przewozi około 3 milionów pasażerów - twierdzi prezes. Są linie szczególnie pożądane.

- Przykładowo, "jedenastką" jeździ 450 osób dziennie - twierdzi Andrzej Jagiera. - Te autobusy kursują w kierunku szpitala i miejskiego targowiska.

Bo kanar był wredny

Tam, gdzie za usługę trzeba zapłacić, można się liczyć z niezadowoleniem klientów. Nasza sonda potwierdza, że pasażerowie często skarżą się na zbyt wczesne odjazdy i opóźnione przyjazdy, na nieuprzejmych kierowców i natrętnych kontrolerów biletów. - Faktycznie, najwięcej skarg jakie do mnie docierają, dotyczy kontrolerów - mówi prezes. - Sprawdzaniem biletów zajmuje się zewnętrzna firma. Zrezygnowaliśmy z własnych pracowników, bo dochodziło do kuriozalnych sytuacji. Bez biletów puszczali swoich sąsiadów, bliższych i dalszych znajomych. Do prezesa trafiają też doniesienia o nagannym zachowaniu kierowców. - Owszem, zdarzają się, na szczęście coraz rzadziej - mówi prezes. - Jeżeli pasażerowie zgłaszają, że kierowca nie otworzył drzwi na przystanku, spóźnił się, albo odjechał zbyt wcześnie, wszystko można sprawdzić w pokładowym komputerze. Prezes przyznaje, że sporo autobusów trzeba ściągać z trasy, bo stary sprzęt psuje się nagminnie. - Wymieniamy tabor, o ile stać nas na zakupy - mówi Andrzej Jagiera. - Za kilka dni, odbierzemy dwa jelcze, które kupiliśmy za odpisy amortyzacyjne. Jeden mały autobus niskopodwoziowy z dwudziestoma miejscami siedzącymi kosztuje 318 tys. zł netto.

od 12 lat
Wideo

Inauguracja metro roweru

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na boleslawiec.naszemiasto.pl Nasze Miasto