Historia jednej pielgrzymki - Bolesławian poszukiwano przed wiekami przy pomocy papieża

Bernard Łętowski
Dziś kaplica ufundowana z wdzięczności z odnalezienie syna jest zwykłym budynkiem gospodarczym.  FOT. BERNARD ŁĘTOWSKI
Dziś kaplica ufundowana z wdzięczności z odnalezienie syna jest zwykłym budynkiem gospodarczym. FOT. BERNARD ŁĘTOWSKI
Udostępnij:
Mało kto, przejeżdżając przez Bolesławiec, zwraca uwagą na niewielkie gospodarstwo znajdujące się naprzeciwko cmentarza Kutuzowa. A sięga ono swoją historią aż do średniowiecza i jest dowodem miłości matki do syna.

Mało kto, przejeżdżając przez Bolesławiec, zwraca uwagą na niewielkie gospodarstwo znajdujące się naprzeciwko cmentarza Kutuzowa. A sięga ono swoją historią aż do średniowiecza i jest dowodem miłości matki do syna.

W 1487 roku burmistrzem Bolesławca była Andrzej Anders. Jego żona Anna poważnie zachorowała. W modlitwach obiecywała za wyzdrowienie pielgrzymkę do Rzymu.
Zdrowie wróciło i obietnicy trzeba było dotrzymać. Jak to jednak bywało w tamtych czasach, w drogę, zamiast Anny, ruszył jej syn. Było to 26 lipca 1488 roku, w dzień świętej Anny. W marcu roku następnego syn zapowiedział listem, że w lipcu powróci. Od tego czasu słuch po nim zaginął.
Anna zdążyła już syna opłakać, gdy do Bolesławca dotarła wiadomość, że się odnalazł. Co ciekawe, rodzina burmistrza otrzymała tę informację akurat w dniu świętej Anny.
Z okazji powrotu dziecka pani Anna ufundowała w 1500 roku mała kapliczkę pod wezwaniem swojej patronki. Powstała ona właśnie na miejscu dzisiejszego gospodarstwa, naprzeciwko cmentarza Kutuzowa.
Kaplica przetrwała 142 lata. Wojna trzydziestoletnia jej nie oszczędziła. Odbudowano ją dopiero w 1668 roku dzięki niesamowitemu zrządzeniu losu. Pod pobliskim dębem znaleziono przypadkiem 500 talarów. Cała kwota poszła na ten cel. Przez kolejne lata kaplicę rozbudowano, zmieniała też swojego właściciela. W 1825 roku od proboszcza Franciszka Pohla kupił ją grabarz Fryderyk Schade. Ołtarz i obrazy z kapliczki trafiły do kościoła Matki Bożej Różańcowej. Od tego czasu kapliczka stałą się kuźnią.
– W tamtych czasach były tu jeszcze Bolesławice, które zaczynały się od linii Bobru – wyjaśnia badacz historii ziemi bolesławieckiej, Zdzisław Abramowicz. – Kuźnię utworzono poza miastem, żeby uniknąć zagrożenia pożarem.
Do dziś, choć teraz budynek służy jako pomieszczenie gospodarcze, można w nim znaleźć ślady historii. Widać wnęki, w których niegdyś stały święte figury i resztki komina kuźni. Także sam obły kształt budynku kojarzy się z małym kościółkiem, który stanął tu 507 lat temu.
Przez wieki kuźnia zmieniała właścicieli, dziś jest tylko przybudówką do gospodarstwa kupionego dwa lata temu przez Krystiana Skrzypczaka.
– Wiem, że coś tutaj było w przeszłości, ale szczegółów nie znam, pomieszczenia prawie nie używam – mówi właściciel.

Mięsożerni mężczyźni bardziej szkodliwi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie