Grzegorz Sidorowicz będzie uczył robienia zdjęć młodych ludzi z Bolesławca

Bernard Łętowski
Grzegorz Sidorowicz w czasach fotografii cyfrowej lepiej czuje się z analogowym aparatem „Mamiya” w ręku, niż z naszpikowanymi elektroniką cyfrowymi lustrzankami.  fot. Bernard Łętowski
Grzegorz Sidorowicz w czasach fotografii cyfrowej lepiej czuje się z analogowym aparatem „Mamiya” w ręku, niż z naszpikowanymi elektroniką cyfrowymi lustrzankami. fot. Bernard Łętowski
Udostępnij:
Jest zafascynowany czarno-białym światem. I metodami tradycyjnymi robienia zdjęć. Cyfrowe są dla niego koniecznością. Komputerową obróbką nie lubi się bawić.

Jest zafascynowany czarno-białym światem. I metodami tradycyjnymi robienia zdjęć. Cyfrowe są dla niego koniecznością. Komputerową obróbką nie lubi się bawić. Woli ręczne nanoszenie wywoływacza na papier fotograficzny

Tajniki swojej wiedzy Grzegorz Sidorowicz spróbuje przekazać uczestnikom warsztatów organizowanych w ferie przez Bolesławiecki Ośrodek Kultury.
13 i 14 lutego wprowadzać będzie młodzież w świat fotografii czarno-białej. Pokaże uczestnikom, jak wywołuje się negatywy i opowie o fotografii otworkowej.
Pan Grzegorz ma 43 lata. Na co dzień montuje okna i nie utrzymuje się z fotografii. Zaczynał przygodę ze zdjęciami u kolegi, którego ojciec był fotografem w jeleniogórskiej policji.
– Nie mógł wprawdzie zabierać pracy do domu, ale czasem to robił i przy okazji my obaj na tym milicyjnym, państwowym sprzęcie uczyliśmy się pracować – opowiada Grzegorz. – Wtedy pogoń za sprzętem była straszna, robiło się zdjęcia radzieckimi zenitami, a szczytem marzeń była enerdowska praktika, zresztą bardzo dobry aparat.
Dziś ma kilka aparatów anlogowych (na tradycyjne klisze), w tym m.in. rzadki średnioformatowy okaz firmy Mamiya do dziś cenionej przez profesjonalistów. Ma też aparat o klatce 4 na 5 cali, którym zdjęcia robi się tak jak na starych filmach. – Szmata na głowę i można pstrykać. Do dziś działa i czasem go używam – mówi Sidorowicz.
Choć uważa, że aparat to tylko narzędzie, woli analogi od aparatów cyfrowych. Pociąga go kontrola nad obrazem, jaką ma w klasycznym procesie wywoływania zdjęć.
Do cyfry, z ekonomicznej konieczności, zaczął przekonywać się pół roku temu, kupując pierwszą cyfrową lustrzankę.
– Jestem inwalidą komputerowym i taka obróbka zdjęć idzie mi bardzo opornie – mówi fotograf.
Grzegorz nie rezygnuje ze swojej pracowni, która pozwala mu na tradycyjne metody pracy. Tworzy w niej głównie dla siebie. Od czasu do czasu jego prace można zobaczyć na wystawach. W zeszłym roku wielkim powodzeniem cieszyła się wystawa jego zdjęć, rzeźb Marka Zygi i tekstów Jacka Pałki w Muzeum Ceramiki w Bolesławcu. •

Kotońska o synie i macierzyństwie w młodym wieku

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie