Edward Szutter na 25 obrazach uwieczni przedmioty zużyte i pozornie niepotrzebne

Bernard Łętowski
– Mam komfort, mogę zająć się tylko pracą – mówi Edward Szutter.  Fot. Bernard Łętowski
– Mam komfort, mogę zająć się tylko pracą – mówi Edward Szutter. Fot. Bernard Łętowski
Udostępnij:
Malarz z Lubkowa koło Bolesławca zamknął się w swoim domu i od czterech miesięcy tworzy na wielkich płótnach Dwadzieścia pięć wielkoformatowych obrazów o wymiarach 180 na 130 cm – to wyzwanie jakie przyjął Edward ...

Malarz z Lubkowa koło Bolesławca zamknął się w swoim domu i od czterech miesięcy tworzy na wielkich płótnach
Dwadzieścia pięć wielkoformatowych obrazów o wymiarach 180 na 130 cm – to wyzwanie jakie przyjął Edward Szutter, malarz z Lubkowa, dzięki stypendium urzędu marszałkowskiego.

– Dowiedziałem się o takiej możliwości w starostwie w Bolesławcu. Złożyłem dokumenty i okazało się, że jako jeden z jedenastu na Dolnym Śląsku otrzymałem to stypendium – mówi malarz, znany mieszkańcom regionu m. in z wielkich, niemal trzymetrowych butów, które skonstruował osiem lat temu. – Dzięki temu powstaje ciąg dalszy mojego cyklu: „Pod pozorem codzienności.”
Szutter maluje to, co wyszpera. Wędrując po okolicach Lubkowa, znajduje stare przedmioty, zużyte lampy naftowe, konewki, puszki itp. Jego obrazy pokazują życie tych przedmiotów w momencie, gdy pożegnają sie one już ze swoim pierwotnym przeznaczeniem.
– Wspaniałe przedmioty można znaleźć choćby w ruinach – opowiada Szutter. – Na przykład trafiasz nagle na piękną, zniszczoną miednicę przedwojenną, która ma cudowną malarską formę. Ma plamy, zacieki, rdzę i to wszystko jest dla mnie bardzo inspirujące.
Stypendium dało Szutterowi swobodę twórczą. Mógł zamówić większą ilość blejtramów i teraz skupia się tylko na pracy.
– O każdej porze dnia i nocy mogę zacząć malować – mówi artysta. – Kiedyś na większe płótno musiałem czekać dwa, trzy tygodnie, zanim dostarczono mi zamówienie. Teraz mam zapas przeróżnych formatów, blejtramów i ram. Jeszcze wiele lat nie pozwoliłbym sobie na kupno tego wszystkiego. Przez dwa lata mam na czym malować i nie muszę się martwić o materiały.
Dla artysty zegarek nie ma większego znaczenia. Potrafi wstać o czwartej rano i zasiąść do pracy, maluje dwie godziny, po czym idzie spać na godzinę i wraca do sztalug.
– Pracuję 24 godziny na dobę z przerwami na sen, odpoczynek i pracę w ogrodzie – mówi Edward Szutter.
Cykl obrazów ma trafić do najlepszych galerii w całym kraju. Artysta chciałby, aby pierwsza z wystaw odbyła się w Bolesławcu. Galerie zagraniczne, choć Szutter miał propozycje współpracy, zupełnie go nie interesują.
– Ważny jest polski odbiorca. Zachód jest pozbawiony emocji, tam dzieło sztruki kupuje się jak mebel, jak przedmiot z Ikei – mówi malarz. – Po każdej wystawie w Polsce otrzymuję listy, dostaję zaproszenia, jadę na plenery, ta sztuka żyje. Na Zachodzie wystawy przekładają się tylko na ilość banknotów, które i tak się wyda – dodaje.
Od czterech miesięcy zajmuje się głównie malowaniem. Przydomową galerię zamknął, aby turyści nie przeszkadzali mu w pracy. •

Autodydaktyk czyli samouk
Edward Szutter ze swoimi pracami uczestniczył w osiemdziesięciu wystawach zbiorowych i indywidualnych. Ostatnio dostał drugą nagrodę na międzynarodowym biennale obrazu w Łodzi.
Jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków i lauretem kilkunastu nagród na ogólnopolskich wystawach malarstwa. Swojej sztuki nie lubi definiować.

Kotońska o synie i macierzyństwie w młodym wieku

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie