Bolesławiec: Urzędnik odbija kartę

Sabina Guszpil
Sabina Guszpil
Koniec ze spóźnianiem się, wcześniejszymi wyjściami z pracy czy wypadami do miasta w czasie urzędowania. W starostwie w Bolesławcu zamontowano czytnik rejestrujący obecność pracowników

- Na monitorze komputera, do którego podłączony jest system, widać, o której godzinie pracownik stawił się w pracy, o której z niej wyszedł, a także, w jakich godzinach opuszczał miejsce pracy w ciągu dnia - wyjaśnia Radosław Palczewski, pracownik starostwa.

W Bolesławcu urząd powiatowy mieści się w trzech oddalonych od siebie budynkach. Do tej pory trudno było ustalić, czy urzędnik jest w pracy i w którym miejscu przebywa.
W starostwie bolesławieckim pracuje 140 osób. System kart ma usprawnić dotychczasowy system papierkowy, który zupełnie się nie sprawdzał. Starostwo zakupiło 5 czytników, a każdy pracownik otrzymał kartę magnetyczną.

- Chcemy kontrolować ewidencję wejść i wyjść pracowników - przyznaje starosta Cezary Przybylski. - Drugą zaletą urządzenia jest to, że szybko mamy pełną informację o obecności w pracy. Możemy więc od ręki robić ewentualne zastępstwa czy przesunięcia urzędników - dodaje.

Pracownicy starostwa przyjęli nowy system spokojnie. - To nie jest żadna kontrola. Każdy z nas ma za zadanie zaznaczyć swoje przyjście do pracy, a także wyjście - mówi Renata Czerwińska, pracownica starostwa. Gorzej będą mieli ci, którzy notorycznie się spóźniają lub opuszczają stanowisko w celach prywatnych. Tacy pracownicy, według starosty, są już "wyłapywani".

Nowoczesny system poza funkcją kontrolną jest także udogodnieniem. - Jest w nim zarejestrowane, że wyszłam służbowo - mówi Renata Czerwińska. System ma bowiem zapobiec pomówieniom, że urzędnik w czasie pracy był na zakupach.
- Bardzo mi się to podoba - chwali rejestrację pracy urzędników pan Leszek, który w starostwie załatwia pozwolenie na budowę. - Często zastaję puste biurko. Teraz od razu dowiem się, gdzie jest urzędnik.

Wprowadzenie czytnika jest pierwszym krokiem w modernizacji starostwa w Bolesławcu. Pięć czytników, 140 kart magnetycznych oraz przeszkolenie pracowników kosztowało ponad 19 tys. zł.

Podobny system ewidencji obecności działa już w urzędzie miejskim w Polkowicach. W innych dolnośląskich urzędach pozostali przy starym systemie podpisywania papierowych list.

W szpitalach też kontrolują
W Wojewódzkim Szpitalu w Wałbrzychu, aby kontrolować obecność personelu, wprowadzono czytnik linii papilarnych. Odcisk palca gwarantuje, że nikt nie odbija karty za kogoś innego. System wzbudził protest części załogi. Kilku lekarzy sprzeciwiło się rejestracji za pomocą linii papilarnych. Twierdzili, że to inwigilacja. System okazał się zgodny z prawem i działa w Wałbrzychu. Personel kontrolują także w szpitalu w Świdnicy. Montowane są tam zegary na karty.

Współpraca: Alina Gierak

Rząd obiecuje szybkie szczepionki na COVID-19

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.